Skip to main content

WYWIADY / AUTOKOMENTARZE

fragmenty

Malując rozsuwam zasłony. Elżbieta Wojnarowska rozmawia z Grzegorzem Stecem [2023]

Może wzbudzam emocje, bo sam podczas malowania silnie je przeżywam. Jeżeli maluję bez emocji, jeżeli sam się nie zdziwię tym, co wychodzi spod mojego pędzla, to mam wrażenie, że niczego nowego nie stworzyłem. Wierzę, że siłę moich emocji włożonych w obraz, o ile są szczere i prawdziwe, obraz oddaje potem widzowi.

Wizjoner sztuki XXI w. – wywiad w piśmie „Liderzy” [2022]

Malarze, którzy identyfikują się z tak nietrwałymi zjawiskami, po jakimś czasie skazują się na artystyczną bezdomność. Wolałem zawsze budować swój świat. Idę własną drogą, wypracowałem własną technikę malowania, podejmuję tematy, które dla mnie są ważne – być może też dla innych. Maluję emocjami, kieruję się intuicją, a może czymś, co jest poza mną. W tym, co mówię poprzez moje obrazy, chcę być autentyczny. A gdzie mnie „zaszeregować”? Kłopot mają ci, którzy lubią porządkować, szufladkować. Dla mnie osobność to zaleta, siła.

Wywiad – „Nigdy nie dogonię swoich wizji” [2021]

Praca twórcza jest jednym z najbardziej fascynujących przeżyć. Ale bywa także bolesna, pełna klęsk. Za pomocą obrazów staram się rozmawiać o sprawach ważnych dla mnie i, jak sądzę, dla innych. Kiedyś sobie pomyślałem, że wolno mi malować wszystko, gdyż o sztuce myślę jak o życiu. Nie ma malarstwa abstrakcyjnego. Poznając świat, przyrodę i jej struktury, okazuje się, że wszystkie formy, które próbujemy nazwać abstrakcyjnymi, już istnieją. Jesteśmy zrobieni ze świata i nie możemy myśleć czym innym niż świat – mówi Grzegorz Stec, malarz, absolwent Krakowskiej ASP (1981).

Od artysty [2019]

Zostać artystą oznacza podjąć ogromne ryzyko: emocjonalne, mentalne i egzystencjalne. Tylko nielicznym się udaje i raczej w oczach innych, nie własnych. Bo są świadomi, że nigdy nie dogonią swoich wizji. W sztuce liczy się tylko to, co najlepsze. Nie można zajmować się sztuką „wystarczająco” lub poprawnie. Artysta wykonuje czasem tytaniczną pracę, często kosztem życia osobistego, nie wiedząc, czy ktoś kiedykolwiek powie dobre słowo, nie mówiąc o tym, czy cokolwiek mu za to zapłaci. Nikt nikomu nie obiecuje sukcesu.

Spontaniczność, precyzja i energia światła – Michalina Domoń rozmawia z Grzegorzem Stecem [2013]

Uważa się, że jednym z najtrudniejszych problemów malarskich i warsztatowych jest namalowanie światła zawieszonego w powietrzu. Czegoś, co się wydaje niematerialne. A światło przecież jest materią. Samo w sobie jest treścią, tworzy najbogatsze spektakle. Jest sugestią doświadczeń metafizycznych. Udało mi się wypracować w technice olejnej sposoby wizualizacji czystego światła. Świadomie porzuciłem kolor, bo kolor to światło odbite od przedmiotu.

O wystawie w polskim konsulacie w Nowym Jorku – Danuta Modzelewska [2008]

Uważam, że sztukę można uprawiać tylko w głębokim związku ze sobą. […] Im bardziej się jest osobistym w swoich pracach, tym większe szanse, że w sposób osobisty dotknie się innych ludzi. […] Ktoś, kto godzi się na mody, skazuje się po paru latach na bezdomność artystyczną. Jedyne, co wydaje się sensowne, to wierność osobistemu widzeniu świata i osobistemu uprawianiu sztuki. I to staram się robić.

Wystawa Grzegorza Steca w polskim konsulacie w Nowym Jorku. Światło najważniejsze w malarstwie. Rozmawiała Danuta Modzelewska, „Biały Orzeł” 2008, 9 maja, s. 7.

Dojść do ściany świata – Ewa Krasoń rozmawia z Grzegorzem Stecem [1997]

Opozycja między wizją a materią w sensie malarskim i filozoficznym jest zasadniczym problemem mojej pracy. Dość często rzeczywistość rozumiem jako kurtynę zasłaniającą inny wymiar. Jeśli udaje mi się ją odrobinę uchylić, jestem zadowolony.

O sztuce myślę jak o życiu – Ewa Krasoń rozmawia z Grzegorzem Stecem [1996]

Warsztat jest dla mnie czymś bardzo ważnym. […] Im precyzyjniej opanujemy język, którym się posługujemy, tym większa szansa na przekazanie myśli. Z jednej strony trzeba być chirurgiem bezlitośnie eliminującym pomyłki, działać bardzo chłodno, a jednocześnie płonąć.

Grzegorz Stec, Listy do Czapskiego [1988]

Pragnąłbym, aby obraz działał jednoznacznie, „na pierwszy rzut oka”, już z dużej odległości, a jednocześnie ukazywał nowe wartości przy zbliżaniu się do niego – te drobiazgi, zagadki. Niech będzie zmysłowy w makro- i mikrostrukturze. Jednocześnie niech dźwiga problem (Pan mówi temat), ale nie jakikolwiek, lecz nieobojętny w sensie najbardziej osobistym. A najlepiej niech temat powołuje formę, niech forma oddziałuje na temat, niech się nawzajem dopełniają.