Skip to main content

RECENZJE

fragmenty

Krzysztof Budziakowski [2025]

Obrazy Grzegorza Steca wymykają się łatwym, gatunkowym klasyfikacjom
i stylistycznym szufladkom, jakby nie chciały być „sztuką” w przeciętnym rozumieniu, lecz raczej manifestacją wewnętrznej konieczności, zapisem snu, który nie należy do nikogo – a jednak dotyczy każdego. Oglądając jego płótna, wchodzimy w przestrzeń, która przypomina bardziej gęstą, niepokojącą wizję niż reprezentację świata. […] Grzegorz Stec nie maluje świata takim, jakim jest. Ani nawet takim, jakim byłby, gdyby… On maluje świat, który mógłby się śnić Bogu po śmierci człowieka. Bardzo polecam zanurzenie się w to wyjątkowe malarstwo.

Marcin Walczak [2023]

To jest wyjątkowa wystawa, jedna z najlepszych jaką widziałem w Galerii Punkt od dawna. Wielki eksperyment GTPS- u jakim było oddanie przestrzeni wystawienniczej młodym twórcom ma swoje zalety, ale wiąże się z tym, że mamy do czynienia ze sztuką niedojrzałą, poszukująca, czasami nie do końca przemyślaną. W przypadku prac Steca widzimy przemyślane do końca prace, a sposób ich prezentacji jest perfekcyjnie zrealizowany.

Marek Sołtysik, Artysta malarz Grzegorz Stec [2021]
Nie wiem, na ile udaje się Stecowi malarzowi sprostać projekcjom wewnętrznym Steca wizjonera, na pewno jednak obecna na jego płótnach esencja spraw tajemniczych, a jednak mających związek z naszą rzeczywistością, pozwala wierzyć w autentyczność tego artystycznego (nie tylko) świata. Bogactwo środków warsztatowych gwarantuje trwałość jego ponadczasowego malarstwa, a siła wizji i sugestywność większości obrazów przywołuje twórcze, duchowe i jakościowe powinowactwa z twórczością Francisca Goi i Salvadora Dalego, Józefa Gielniaka i Tadeusz Brzozowskiego.
Jakub Wydrzyński [2019]

Technika Steca rozciąga się między pozornie chaotycznym, spontanicznym komponowaniem napięć emocjonalnych a precyzją, wręcz benedyktyńskim skupieniem w budowaniu części składowych płótna. Prace te wymagają dłuższego obcowania, by odkryć złożoność światów, które buduje artysta. Po czasie odkrywamy ich tajemnicę oraz niesamowitość głębi. Przypominają żywe tkanki obserwowane przez soczewkę mikroskopu.

Witold Bereś [2019]

Autor poniżej podpisany, czując się nieco jak prostacki pożeracz piękna, doda od siebie na koniec: – To musicie zobaczyć.
Jak dobrze, że poza wystawą jest ten album – on zostaje. To zresztą naczelny sens takich dzieł – one zostaną w ręku […]

Marek Sołtysik, W poszukiwaniu dobrego światła. O malarstwie Grzegorza Steca [2019]

Obrazy Steca – te spośród monumentalnych w założeniu, przeważnie cykliczne, ujmujące celnością zestawień kolorystycznych – o wysmakowanej powierzchni, miejscami tak wycyzelowanej, że przeestetyzowanej na pierwszy rzut oka, wykończone, ktoś by ocenił, na błysk, wydają się w istocie bardziej świadectwem szacunku dla widza, mniej popisem wirtuozerii. Ślad dramatu tak czy inaczej pozostaje wewnątrz, zamknięty w jakimś niemożliwym do określenia środku obrazu, emanuje z mięsistości faktury gęstego olejnego pastoso.

Joanna Warchoł, O wystawie w Galerii Pryzmat [2019]

O twórczości Grzegorza Steca napisano wiele, analizując jej poszczególne etapy i wątki tematyczne, omawiając mnogość poruszanych problemów, wielowarstwowość przekazu oraz emanację wrażeń, jakie wywołuje bezpośrednie zetknięcie się z każdym obrazem. Bogactwo malarskiego języka artysty wyraża się zarówno poprzez formę, jak i kolor, poruszaną problematykę i ponadczasowe przesłania. Wpływa to na rozległy zakres możliwości interpretacyjnych i opisowych, stając się przyczynkiem do dogłębnych rozważań nad genezą powstania każdego dzieła i zawartymi w nim ideami.

Marta Gruszecka, Mistrz światła i koloru [2019]

Wystawa w Nowohuckim Centrum Kultury to przede wszystkim okazja do spotkania ze sztuką niezwykle piękną, dojrzałą i mądrą. Grzegorz Stec jest przykładem artysty, dla którego sztuka jest obowiązkiem. Nieustanego mierzenia się z pytaniami podstawowymi: o porządek świata, o kondycję człowieka, o sens (czy też jego brak) przemijania. Obowiązkiem mówienia czegoś istotnego, pobudzania odbiorcy do myślenia.

Joanna Gościej-Lewińska, O wystawie w Białej Galerii Centrum [2019]

Próbując sama odczytać przesłanie malarstwa Grzegorza Steca, dochodzę do wniosku, że sięgnąć trzeba do samego początku procesu twórczego. Do chwili, gdy pędzel kreśli pierwszą smugę. To początek spowiedzi twórcy z własnych niepokojów, tęsknot, wątpliwości, obsesji i udręczeń. Momentem katharsis, od którego może ponownie rozliczać się ze sobą i ze światem.

Grzegorz w retrospektywie, „Kraków” [2019]

Mistrz światła – taki tytuł nieformalnie przyznali Grzegorzowi Stecowi krytycy i tytuł ten służy za pryzmat, dzięki któremu można dotrzeć do sedna prac krakowskiego malarza. Kontrast między obiektami wydobywanymi do światła a pogrążonymi w mroku prowokuje pytania: jakie jest miejsce człowieka w świecie? Jak zachować odrębność w tłumie, kiedy wszelka indywidualność rozmywa się i deformuje? Te motywy powracają w pracach artysty, których przegląd od 17 kwietnia można oglądać w Nowohuckim Centrum Kultury.

Marek Sołtysik, Na szlaku mocnych wystaw [2015]

Zdecydowana forma, otwarta kompozycja z zawęźlającymi się elementami znaczeń budzą skojarzenia z decydującymi momentami walki z samym sobą w otwartej przestrzeni. Wyszukane błękity, żółcienie złote, nakładane pastoso oraz coraz bardziej płomieniste czerwienie to popis ujarzmiania kontrastowych zestawień. Świeży obraz Sen o lataniu zastanawia nowymi u Steca rozgrywkami barwnymi, wnoszącymi oryginalne wartości w obrazowanie wizji; no i jest powiew świeżości w relacjach błękitów z fioletami, aktywnej żółcieni neapolitańskiej z chłodną bielą.

Gabriela Matuszek, Akwedukty intrygujących metafor [2010/2017]

„Grzegorz Stec jest artystą o wielkiej wrażliwości i wyobraźni, tworzącym barwne makrosyntezy, a zarazem wyczulonym na szczegóły. To sztuka mocna i subtelna, pierwotna i zanurzona w kulturze, dzika i finezyjna. Sztuka emocji i intelektu, a także – co ważne – duchowości, bo bez przesady malarstwo Steca można nazwać wizyjnym. To malarstwo Poety, który potrafi własnymi wizje olśnić odbiorcę, wstrząsnąć nim, a zarazem zaskakiwać subtelnymi metaforami. W obrazach tych uderza intensywność postrzegania świata, precyzja malarskiego detalu, niezmierna delikatność formy połączona z siłą ekspresji.

Bogdan Rogatko [2015]

Grzegorz Stec zajmuje osobne miejsce we współczesnej, nie tylko polskiej, sztuce. Absolwent krakowskiej ASP, miał kilkadziesiąt wystaw za granicą i w polskich galeriach sztuki. […] Zaskakuje, że swój styl wypracował już wtedy, na początku swojej twórczej drogi, potem go tylko konsekwentnie rozwijał. Ten rozwój widać także w pracach najnowszych, eksperymentujących – z pełnym powodzeniem – na coraz większych przestrzeniach plastycznych.

Bernd Wähner, Neue Ausstellung von Grzegorz Stec in der Galerie Abakus [2015]

Jego twórczość wizualna zajmuje szczególne miejsce w sztuce współczesnej. Stec jest niezwykle oryginalnym malarzem, który prezentuje wizjonerską sztukę. W niej odzwierciedla się współczesny świat.

[Po Niemiecku]

Marek Sołtysik [2011]

„I najnowsze obrazy artysty. Kolor! Nikt nie wyjdzie bez satysfakcji. Ciągła jesień – korowód ludzi trzymających się za ręce krąży wokół pnia drzewa, które niezauważalnie dla nich zamienia się w grzyb bomby atomowej. Laserunki tworzą głębię kolorystyczną, a impasta przydają świetlistości. Trzeba być mistrzem, żeby wiedzieć, w którym miejscu je położyć, żeby zagrały. Tu grają. I dalej: Wyspa Patmos – nie wiadomo, czy po tym można jeszcze namalować coś lepszego. Talent artysty w zenicie.
W tych trzech, czterech obrazach otrzymujemy swoisty ekstrakt trzech wieków malarstwa: dynamizm formy francuskich romantyków, aura towarzysząca płótnom niemieckich twórców stimmungów, głębia tonów osiemnastowiecznych Hiszpanów – no i ten surrealistyczny duch. Należy ostrzec: te malarskie wizje to świat szalony, bez dystansu, bez półuśmiechu.
Rozmach proroka, szczegóły Apokalipsy.

Izabela Joanna Bożek, Zagadka, żywioł i poezja [2008, Nowy Jork]

W zasadzie z przywiezionych przez artystę prac dałoby się zbudować kilka osobnych wystaw. Na szczęście dla nowojorskich miłośników sztuki (…) można było w całej rozpiętości zobaczyć to, z czym i w jaki sposób zmaga się Stec w swojej pracy twórczej. (…) Każda z tych dramatycznych, niemalże barokowych kompozycji otwiera przed oglądającym co najmniej dwie możliwości interpretacyjne: oglądana z oddali wydaje się być dopełnioną alegorią, podaną widzowi w zamkniętym kształcie, silnie oddziałującą na emocje odbiorcy.

Czesław Karkowski [Nowy Jork, 2008]

Oprócz kolorowych, bogatych w przedstawienia obrazów mogliśmy podziwiać oszczędne, ascetyczne olejne prace w czerni i bieli, o subtelnej grze między światłem a ciemnością. […] Malarstwo Steca może się podobać – jest efektowne, sugestywne, jego obrazy sprawiają wrażenie malarskich majstersztyków, technicznie bogatych, o barokowym przepychu przedstawień.

Anna Bugajska, Historie z wyobraźni [2002]

Apokaliptyczne obrazy, żarzące się tajemniczymi ognikami powietrze, olbrzymie struktury zawieszone między niebem a ziemią […]. Jego monumentalne prace najpierw przyciągają wzrok formami na poły abstrakcyjnymi – rozłożystym drzewem, strzelistym żaglem statku-widma, płachtą gigantycznego namiotu lub liścia. Dopiero po chwili odsłania się przed widzem scena […]. Jakieś mroczne misteria, mordercze bitwy, ciągnące się w nieskończoność podróże, zbiorowe i samotne kontemplacje.

Marcin Kołpanowicz, Sztuka Grzegorza Steca [2002]

Malarskie univesum Grzegorza: świat form skłębionych, rozdartych, drapieżnych. (…) Bardzo istotnym momentem w jego obrazach jest spotkanie spokojnego świata z furią materii. Ze zniszczonych, spękanych, potarganych, na pozór nieciekawych rekwizytów malarz wydobywa tak wielką wizualną atrakcyjność właśnie dzięki światłu, którego blask jest cudowną tynkturą, zdolną przemienić stertę śmieci w roziskrzony skarbiec, a podarte łachmany – w królewski bisior. (…) Płótna Steca wpisują się w wizjonerską linię malarstwa, wyznaczoną przez piekła Boscha, bitwy Altdorfera, okrucieństwa Goi czy urojenia Ensora. Powietrze przenika ryk trąby Dnia Pańskiego.

Marcin Kołpanowicz, Grzegorz Stec, jest czerń [2002]

Gdy zobaczyłem cykl wertykalnych obrazów przedstawiających jakby rozwieszone w powietrzu świetliste postaci-widma, pomyślałem, że to rentgenogramy duszy. Odciśnięte w czerni jej stany. Zawierające i tajemnicę genezy życia, jego pierwotnych, niemal postulatywnych form, i tajemnice jego celu – duchowej egzystencji „bytów subtelnych”. Zapis ewolucji od bakterii do Anioła.

Ewa Krasoń [1999, Chicago]

Grzegorz Stec znany jest w Chicago miłośnikom dobrego malarstwa. Malarstwa, które u jednych wywołuje dreszcze przerażenia (szczególnie obrazy z pierwszej wystawy sprzed trzech lat), u drugich dreszcz uwielbienia i tę wielką chęć posiadania ich na własność. Stąd obok niewątpliwego sukcesu artystycznego, Stec odnosi sukcesy komercyjne. Pierwsza i druga wystawa sprzedała się w całości. Obrazy Steca kipią intensywnymi barwami, intrygują niezwykłością skojarzeń, tajemniczością, zagadką. Przy każdym kolejnym ich kontemplowaniu zaskakują nowymi odkryciami.

Wanda Pietrzyk-Małysa, Exodus czy karnawał? [1997, Chicago]

Twórczość Grzegorza Steca zajmuje pozycję wyjątkową na tle współczesnego młodego malarstwa polskiego. Przede wszystkim, co jest cechą nieczęsto spotykaną, jest on malarzem-erudytą, artystą o rozległej wiedzy z dziedziny sztuki, jest również poetą i filozofem pogrążonym bez reszty i zakochanym w „rzemiośle artystycznym”. W jego malarstwie roi się od cytatów, pastiszy i wariacji wokół najznakomitszych tematów wielkich mistrzów pędzla jak: Hieronim Bosch, Francesco Goya, Pieter Bruegel, Diego Velazques, czy Max Ernst. […]Jak wielokrotnie mieliśmy okazję się o tym przekonać, Grzegorz Stec jest artystą nad wyraz świadomym i zdyscyplinowanym.

Ewa Krasoń, Malarstwo i poezja Grzegorza Steca [1996, Chicago]

Przechodzę ulicą Milwaukee koło Galerii 112. Dostrzegam coś niepokojącego. […] Kłębowisko kształtów, jarzące się kolory, intensywne rozbłyski światła, splątana materia obrazów. […] Rozumiem, że muszę to wrócić, by po pierwszym silnym doznaniu pojąć urodę tej sztuki i sprawy, które porusza. Zadaję sobie pytanie, kim jest człowiek – autor tych przyciągających obrazów. Jeszcze nie wiem, że wystawa odniesie tak wielki sukces.

Tadeusz Nyczek, Znak i realność [1996/2006]

Malarstwo Steca podejmuje zadanie maksymalne: ogarnąć oba bieguny, dotrzeć do granic doświadczenia zarówno rzeczywistości, co czystego znaku. Mondrian pokazując drogę od dosłownego drzewa do jego wyabstrahowanego symbolu, chciał zademonstrować punkt wyjścia i punkt dojścia. Dla Steca, jak sądzę, oba bieguny są jednocześnie punktami wyjścia i dojścia. Abstrakcyjne miesza się z realnym i najczęściej nie sposób dociec, co było tu pierwsze, co stanowiło inspirację.

Krystyna Styrna-Bartkowicz, Świata malowanie, przetwarzenie, udoskonalanie [1995, Nowy Jork]

Fenomenalna, prestidigitatorska biegłość warsztatowa, technika olejna, którą się wyłącznie posługuje, świetne wyczucie koloru, pozwalają artyście operować szeroką paletą barw w różnych konfiguracjach. Obok rozjarzonych kolorem mamy obrazy „zgaszone”, dalej serię monochromatycznych dzieł często powtarzających temat. Odzwierciedlają one nie tyle wahania artysty co do wyboru najlepszej gamy, lecz chęć opowiedzenia malarskimi środkami o różnym postrzeganiu tej samej sytuacji, w zależności od nastroju.

Grzegorz Niziołek, Grzegorz Stec, malarstwo, wiersze [1992]

Obrazy Grzegorza Steca przypominają chwilami zatarte klisze dzieł dawnych mistrzów. Nie ma tu nic z wyrachowanej stylizacji. To raczej pokorne posłuszeństwo własnemu przeżyciu, pamięci i wyobraźni, które w chwili skupionej obecności przed płótnem podsuwa pewne obrazy. W tym posłuszeństwie kryje się także odcień idealizmu, przekonanie, że temat, forma i przeżycie tworzą nierozerwalną całość, że kompozycja jest raczej sprawą objawienia, niż uświadomionych do końca decyzji.

Andrzej Dziuk [1992]

Na przekór modnym teoriom estetycznym i filozoficznym, wbrew „wszechmożliwościom” eksperymentów postmodernistycznych – tęsknimy u końca Wieku za sztuką, która usprawiedliwiałaby nasze upokorzone, zdegradowane człowieczeństwo, pragniemy sztuki, która przeprowadziłaby nas oślepionych, okaleczonych „krawędzią możliwości między jedną a drugą stroną upadku”, sztuki, która nie dzieli „świata na świętość, rozkosz i strach” – jak sam napisał Pan w swoim wierszu. W wizjach wyłaniających się z płaszczyzn czerni w tej Galerii zatrzymane są sekundy istnienia rozwibrowanego aż do bólu białej ostrej kreski.

Tadeusz Nyczek, Grzegorz Stec. Malarstwo [1988]

Posiadł też artysta umiejętność nadzwyczaj rzadką (i jest to nauka bodaj dla wszystkich, bo wiek nie ma tu nic do rzeczy): Otóż umie on z tajemniczą biegłością powoływać bardzo wyraziste znaczenia z pozornie chaotycznych, przypadkowych i przeważnie najzupełniej abstrakcyjnych plam barwnych i zestawów kompozycyjnych. Emocje i skojarzenia, jakie wówczas wyzwala, porównywalne są właściwie tylko z działalnością muzyka. Doprawdy niemało jak na jednego młodego malarza.

Marta Fita [1988]

Każdy obraz jest odrębnym zamkniętym światem; każdy jest zarazem ekspresją tej samej niezwykłej duchowości, wrażliwości; być może próbą oswojenia pewnych lęków. I tu odsłania się kolejna antynomia zawarta w tych obrazach: tworząc klimaty nasycone smutkiem, przerażeniem, wizje rozpadu, światy zaludnione przez istoty samotne bądź zagubione w tłumie, tęskniące, pełne niepokoju i oczekiwania, tworzysz je jednocześnie z wielką mocą, dynamiką i siłą wyrazu.

Maciej Szybist, Kuszenie św. Mahlera [1987]

Sztuka i droga Grzegorza Steca ukazuje swoją zasadniczą odrębność: jest nią bardzo konsekwentne trzymanie się ikonografii (a raczej aluzji ikonograficznych w postaci sygnałów kompozycyjnych) europejskiej sztuki katolickiej, a także pełne opanowanie tego eksplodującego wulkanu możliwości znaczeń i niedozwalanie, aby mowa ta stała się bezwartościowym automatyzmem pustki przykrytej pozorami problematyki. Stec nie opowiada mętnych historii o zasłyszanej apokalipsie, tworzy ją jeszcze raz i – na szczęście – nie wymyśla jej sam z siebie. Albowiem wszystko już zostało powiedziane i namalowane, a rzeczy „nowe” tworzą wyłącznie zarozumiali ignoranci.

Roman Świątek [1987]

Malarstwo Grzegorza Steca pełne jest personalistycznych odniesień, powikłań, wewnętrznych rozterek artysty w cieniu filozofii dialogu między Ja – Ty, Ja – Inny.
Ale to nie jest w tej twórczości najważniejsze.
Niepokojące, mgliste pęknięcie świata, ciemna dłoń rozpościerająca się nad specyficzną, indywidualną teologią Krzyża – cierpiąca istota o dwóch twarzach – smutnej i zamkniętej w swej mądrości, a zarazem krzyczącej ewangelicznie” „Ojcze, Ojcze, czemuś mnie opuścił?”

Tadeusz Nyczek, Grzegorz Stec [1985]

Stec nie chce, nie umie, a może go to po prostu nie interesuje jako program: świadkować epoce jako jej „zwierciadło na gościńcu”. Woli budować przeciw niechlujstwu, przypadkowości i złości świata – spójny, precyzyjny, delikatny, ale i trwały, wyrazisty świat wartości duchowych, estetycznych, materialnych nawet. Jego obrazy, rysunki i grafiki są triumfem sztuki, rzemiosła, wreszcie triumfem siły wyobraźni. Powstałe z uczuć i przeczuć artysty, wolą dawać świadectwo ściśle ludzkim, jednostkowym zmaganiom z „przeciwnościami losu”, z własnymi, więc jakże ludzkimi ograniczeniami.

Roman Żygulski [1979]

Poważnie podchodzi do zagadnień kolorystycznych, usiłując rozwiązać narzucane sobie problemy. Zdaje on sobie doskonale sprawę, że to jego pierwsze kroki, trudne, lecz stawiane w sposób skupiony. Obserwując go przy pracy – w innej zupełnie dyscyplinie – zauważyłem to skupienie, przechodzące niekiedy nawet w pochmurne zacięcie. Nie lekceważy on drogi, na której początku go spotykamy.